Stanisław Czaja z Wiśniowej mówił o sobie, że jest „starym wiarusem”

Pożegnanie. Dom rodzinny było stoją patriotyzmu. Bywał tu m.in. gen. Andrzej Bylica, legionista i twórca pułków strzeleckich na Podhalu.
W tym domu 9 marca 1913 roku urodził się Stanisław Czaja. Inaczej niż wielu mężczyzn z jego otoczenia: dziadek, ojciec oraz brał nie został organistą w kościele parafialnym pw. św. Marcina w Wiśniowej. A funkcja ta pozostawała w rodzinie przez 152 lata!
Nie mniej zaangażowane w życie społeczne i kulturalne były w tym domu kobiety. Dość powiedzieć, że jedna z jego sióstr -.Janina założyła po wojnie bibliotekę w Wiśniowej, druga zaś Jadwiga w czasie II wojny światowej organizowała na Śląsku tajne nauczanie. Ich matka Rozalia z domu Kasprzyk wywodziła się z ziemiańskiej rodziny, wśród której nie brakowało senatorów ani wysoko postawionych urzędników, i która była spokrewniona z Wyspiańskimi.
Aby go uchronić przed zawieruchą wojenną w 1914 roku, matka zabrała małego Stasia i jego rodzeństwo na Węgry, skąd jednak niebawem wrócili. Po wojnie Stanisław Czają uczył się w szkole w Wiśniowej, następnie w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Myślenicach a w końcu w roku 1914 został przyjęty do Szkoły Podchorążych Piechoty. Będąc już oficerem (awans na stopień podporucznika odebrał z rąk prezydenta Ignacego Mościckiego) otrzymał przydział do 15. Pułku Piechoty „Wilki" w Dęblinie, gdzie szkolił przyszłych żołnierzy. Kiedy w sierpniu 1939 roku ogłoszono mobilizację, ruszył z pułkiem w kierunku Łodzi, Częstochowy i Wielunia W czasie walk pod Pabianicami stracił kontakt z towarzyszami broni, przedostał się w okolice Warszawy, skąd z przydzielonym mu pod komendę szwadronem kawalerii wyruszył" w stronę Chełma Lubelskiego. Dotarcie do wyznaczonego celu okazało się niemożliwe. Pod Kawą Ruską grupa operacyjna do której dołączy) swój szwadron, stoczyła walki z Niemcami, a później z oddziałami sowieckimi. Stanisław Czają wraz z kolegą przedostali się jednak przez wrogie otoczenie i zdołali dotrzeć do Lwowa Stamtąd po przypadkowym spotkaniu z gen. Borutą-Spiechowiczem udali się do Budapesztu, gdzie stawili się w konsulacie polskim. Po otrzymaniu fałszywych dokumentów zostali przerzuceni do Francji. Porucznik Czaja zameldował się u gen. Sikorskiego, a już wkrótce został dowódcą kampanii w 6 Kresowym Pułku Strzelców Pieszych w II Dywizji dowodzonej przez gon, bryg. Prugar-Ketlinga Z tą formacja, przeszedł cały szlak bojowy kampanii francuskiej 1940 roku, walcząc m.in. na wzgórzach Clos-du-Doubs. Brak amunicji spowodował, że zdecydowano o przekroczeniu granicy ze Szwajcarią. Tam żołnierze, w tym także Stanisław Czają zostali internowani. Jemu oraz jego koledze udało się zbiec dopiero po kilku latach, w lutym 1945 roku. Z Francji, dokąd przybyli, został „przerzucony" na drugą stronę Kanału La Manche. Dołączył do polskich oddziałów stacjonujących w Szkocji i tu zastała go wiadomość o końcu wojny. W połowie lat 50. zostało mu przyznane obywatelstwo brytyjskie (polskie zachował do śmierci), tam też się ożenił i rozpoczął pracę. - W 1962 roku, kiedy zmarła jego matka, władze komunistyczne odmówiły mu możliwości przyjazdu do kraju na jej pogrzeb - opowiada Adam Kitowski. mąż bratanicy ppłk. Czai. - Polskę mógł odwiedzić dopiero w 1968 roku. Wtedy też, zaraz po przyjeździe, w ślad za nim ruszył nadany mu „ogon". Pojawił się w Wiśniowej, musiał jednak codziennie meldować się na posterunku MO w Myślenicach, co w czasach, kiedy nie było jeszcze utwardzonej drogi łączącej obie miejscowości, oznaczało trzygodzinną jazdę furmanką w jedną stronę..
Właśnie on na początku lat 90.. wkrótce potem jak sam otrzymał paszport, namówił stryja do powrotu do Ojczyzny. Stało się to faktem w roku 1993. Od tego czasu Stanisław Czają mieszkał w Wiśniowej. W ubiegłym roku w dzień swoich 95. urodzin został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Awansowano go też do stopnia podpułkownika. Zmarł 5 czerwca w weku 96 lat. Na pogrzebie, który odbył się na cmentarzu parafialnym w Wiśniowej, oprócz rodziny obecni byli przedstawiciele wojska, władz samorządowych, kombatanci i przyjaciele. Jeden z uczestników uroczystości pogrzebowych wspomina: - Szczególnie wzruszający był moment, kiedy jeden z podkomendnych ppłk. Czai Józef Zastawniak zaintonował pieśń ze słowami „Śpij kolego w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni Tobie". Po chwili, w jej odśpiewanie włączyli się wszyscy obecni...

Katarzyna Hołuj
Tygodnik Myślenicki, Sobota, 13 czerwca 2009r.

Zobacz również -
POLSKA TO WIELKA RZECZ - O żołnierzu tułaczu

Wprowadził Paweł Tomera, 2009-06-15



[Powrót] [Drukuj]




Aktualności
Ogłoszenia i komunikaty

do góry





Copyright © 2007 Urząd Gminy Wiśniowa, wszelkie prawa zastrzeżone.